- Czy opłaca się dzisiaj działać w partii lewicowej?
- W zależności od tego jakie kto ma poglądy, tak działa. Generalnie, ludzie mają dosyć partii, dosyć kłótni, przede wszystkim parlamentarnych, bardziej utożsamiają się z lokalną społecznością, z lokalnymi grupami działania. Efekt jest taki, że na naszym terenie działa kilka takich organizacji, nie noszą wprawdzie nazw partii, ale są takie jak one, przejmują ich funkcje. Tak, żeby ludzie nie uważali, że to partie…
- Pani za to chodzi z szyldem Unia Pracy. To pomaga czy przeszkadza?
-W wielu przypadkach zaszkodziło mi to, niektórym bardzo się nie podoba, że taka partia funkcjonuje. Ale w wielu wypadkach bardzo mi pomogło. Ludzie wiedzą, że działamy na rzecz tych naprawdę biednych, i nie robimy z tego żadnego happeningu, na zasadzie – piszcie o nas! Od elit są inni.
- Przyjemniej zajmować się celebrytami…
- Każdy ma swoją naturę. My, Unia Pracy, zajmujemy się tymi, którzy potrzebują. Trafiają do mnie przede wszystkim ludzie chorzy. Współpracuję z rodzinami osób chorych na Downa, na autyzm. Oni potrzebują różnej pomocy. Od napisania pisma od pomoc socjalną, czy materialną, czy pomoc w załatwieniu środków ortopedycznych… To może wydawać się banalne. Ale to jest banalne dla ludzi zdrowych, i takich którzy w sprawach urzędowych dobrze się poruszają. A dla zwykłych ludzi, przygniecionych chorobą najbliższych, to jest trudne…
- Ci potrzebujący chowają się często w swych domach, zamykają się…
- Staram się ich aktywizować. Jest u nas tzw. Karkonoski Sejmik Osób Niepełnosprawnych, który prowadzi Stasiu Szuber. Sejmik skupia kilkanaście organizacji osób niepełnosprawnych, od ślepych – jak on sam mówi, bo jest osobą niedowidzącą, poprzez tych, którzy nie słyszą, którzy mają zaawansowaną cukrzycę, po amazonki i inne stowarzyszenia. Oni przychodzą ze swoimi problemami. Jakimi? Na przykład takimi – pani Elu, pytają mnie, czy udałoby się zorganizować, żebyśmy mogli się spotkać z takim i takim lekarzem? Dla ludzi z dużych miast, którzy maja dostęp do lekarzy wszystkich specjalności, wydaje się to banał… A u nas na wsi – niech pan znajdzie endokrynologa, czyli osobę, która leczy tarczycę, czy urologa! Ze świecą szukać! Jak raz na rok ktoś taki do nas zawita, to wszyscy go po nogach całują!
- Ktoś musi do takiego lekarza dotrzeć i go zaprosić…
- Nie tylko chodzi o lekarza… Mam zawiązane stowarzyszenie kobiet-amazonek. Dziewczyny potrzebują, żeby ktoś z nimi porozmawiał, żeby miały przyjazną duszę. Nie tak dawno jedna z naszych dziewczyn miała iść na   dwunastkę. To znaczy, 12 tygodni, tydzień w tydzień, miała brać chemię. W tej chwili jest na dalszym etapie leczenia. Siedzieliśmy w kręgu osób, ona taka niewyraźna, i nagle jedna z dziewczyn do niej zagadała – „słuchaj, czy ty wiesz, że jak pójdziesz na pierwszą chemię, to wcześniej powinnaś zjeść kanapkę wieczorem? I później z, samego rana, przed podaniem chemii?” A ona tak się patrzy – „a nam powiedzieli, żeby nic nie jeść”. I słyszy – „jedz, ja ci to mówię, bo ja już jestem po tej chemii! Spróbuj!” Wczoraj z tą dziewczyna rozmawiałam, pytałam się, jak daje sobie radę, ona mi mówiła – „wiesz, przeżyłam tę chemię bez problemu. Te kanapki były rewelacyjne. Naprawdę, nie wymiotowałam!” Ona najbardziej wymiotów się bała… Zwykłe, babskie gadanie, ile jej pomogło…
- Człowiek potrzebuje być z innym człowiekiem…
- To wynika z naszego charakteru. Jeszcze inna dziewczyna z naszego stowarzyszenia też jest w trakcie chemii. Nikt o tym nie wiedział, poza mną. Ale się nie odzywałam. No i podczas któregoś spotkania, ona odezwała się – „ dziewczyny, muszę do czegoś wam się przyznać...” A siedzieliśmy w grupie kilkunastu osób. Wszyscy na nią spojrzeli, co się stało? A ona nagle zdjęła włosy, perukę… Golusieńka jak kolano. I mówi – „wiecie,  ja się dopiero dzisiaj odważyłam. Zdjąć… Ale ja was kocham wszystkie, za to, że jesteście. Pomogłyście mi, że będę żyła”. Zdjęła, pokazała, za chwilę założyła. Wszystkie jej zaczęły bić brawo. Druga dziewczyna do niej podeszła – „zobacz, jakie mam piękne włosy”. A miała piękne, gęste… I zaraz dodała – „Byłam taka sama jak ty, też taka łysa”. Takie chwile są ważne…  Tym się właśnie zajmujemy, to jesteśmy my, Unia Pracy.
- Aleksander Małachowski miał poświęcone chorym, cierpiącym, swoje nocne audycje…
- Często wspominam Aleksandra Małachowskiego, miałam przyjemność  osobiście go znać. To bardzo ważny dla mnie człowiek. To on zaszczepił we mnie potrzebę pomagania. Możliwe, że jest to dziś mało popularne. Trudno. Ja w każdym razie czuję się spełniona, i moje koleżanki i koledzy również.
- Lubi pani te swoje spotkania…
- Nie tylko ja. Jest  grupa ludzi, która zajmuje się właśnie takimi nieborakami, którzy w pewnym momencie stali się bezradni, zatracili wiarę w człowieka. A okazuje się, że niepotrzebnie. Powiem panu pewną historię. Tym razem z innego grona. Mamy takiego mężczyznę, ma 48-49 lat, który od paru lat przyjeżdża na spotkania naszego koła cukrzyków. Na któreś ze spotkań nagotowałam bigosu, przyjechał, ja mu talerz, niech się pan naje.  On zaczął jeść, i na mnie spojrzał – „jak mi się to podoba! Ta moja żona tylko w soboty niedziele w domu jest!” Później nam wyjaśnił, że wnukami się zajmowała, które mieszkały 200 kilometrów dalej, u nich była. Więc kiedyś do niej zadzwoniłam – „słuchaj, ustaw sobie tę pracę tak, żeby ten twój chłop też w tygodniu cię widział!” Niedawno byłam u nich w miejscowości na festynie, patrzę, oni razem, ona jest już w naszym kole, dyskutuje, zmieniła podejście do wnuków, kocha je jak najbardziej, ale jest z nimi tylko wtedy, kiedy jest naprawdę potrzebna. No i mówi do mnie – „miałaś rację, że powinnam być w domu… On po prostu mnie potrzebował. A ty wiesz, my teraz na wczasy razem jedziemy!”… Głupia sprawa? Może głupia, ale dla nich bardzo ważna. Bo oni z sobą żyją już wiele lat, i pewnie chcą żyć dalej, i to tak wygląda.
- Parę słów zmieniło ich życie…
- Czy nie pięknie? Teraz z kolei zbieramy pościel, ręczniki, dla kobiety, która  jest osobą niepełnosprawną, ma jednostronny paraliż, bardzo mocny niedowład ręki, i która w pożarze straciła kawałek werandy. Byłam u niej, bieda aż piszczy, żyje z 600 zł świadczeń rentowych, a czyściutko! Biednie, ale czyściuteńko, i tylko zapach po pożarze werandy. Pytam, jak pani sobie radzi? Więc odpowiedziała – „A dobrze, pani Eluniu, ja to tylko bym chciała czystą, pachnącą pościel”. Zrobiliśmy akcję. W następnym tygodniu do niej zajadę. Dostanie wszystko, od kołdry do poduszki , koce, inne rzeczy… Nie bała się otwartości, bo wiedziała, że tę otwartość przeleję dla niej na jakieś delikatne wsparcie. Bo to nie jest żadna wielka pomoc. Ale dla niej to będzie pomoc pewnie do końca życia.
- Pani mówi o pomaganiu, o wrażliwości na innego człowieka, a otworzy pani telewizor, i ma pani inną mowę…
- Kilka dni temu włączyłam TVP Info, i po prostu stwierdziłam, że oni o innym kraju mówią. Parę dni temu byłam na mszy, z okazji koncertu jednego z chórów, w którym śpiewają mi przyjaciele. I jak weszłam do kościoła, to natychmiast wyszłam. To co usłyszałam… Włosy na głowie mi się zjeżyły… To co telewizja w tej chwili robi, jak ogłupia, jakie nieprawdy opowiada – jestem przerażona.
- A jest to skuteczne?
- Ludzie, którzy mają telewizję cyfrową zupełnie inaczej mówią, niż osoby które oglądają tylko telewizję państwową. Niektóre programy piorą umysły, i jeżeli ktoś nie ma dostępu do innej telewizji –  wygląda to fatalnie. Ale jeszcze coś dodam – telewizja szkodzi i w innych sprawach. Proszę spojrzeć na to co dzieciom serwuje! Tym maluchom, od przedszkola do gimnazjum. Kiecki za 200-300 zł, buciki za 100-200 zł, plecaczki za 200 zł… Kogo na to stać? Tworzymy społeczeństwo elitarne wśród tych którzy tą elitą nie byli, nie są i nigdy nie będą. I to jest bardzo złe przesłanie na przyszłość – że młodzi patrzą „fura i komóra”, a przecież wśród społeczeństwa jest dużo takich, którzy nie potrafią sobie poradzić, albo potrafią, tylko trzeba im podpowiedzieć, lekko pchnąć w dobrym kierunku.
- Kto ma to robić? Lewica jest w tej chwili słaba, mało ją widać…
- Lewicy nie jest mało, natomiast nagonka, która na nią byłą robiona,  nazwa lewactwo, ubliżanie, spowodowało, że ludzie boją się przyznać do swoich poglądów, i boją się oficjalnie o tym mówić. W gminach partii nie ma. A z czego to wynika? Z kilku względów. Ludzie boją się tego co ksiądz powie, bo to jest trybun, i w zależności od tego jaki on jest, to albo wykrzyczy, albo grzecznie upomni… Druga sprawa – ludzie boja się tych, którzy są w urzędzie. Bo uważają, że urzędnik wszystko może. A on może tylko w granicach prawa – ale to trzeba wiedzieć.
- Trochę niewygodnie być z Unii Pracy, kiedy najważniejsi są Kościół i urzędnicy…
- Zawsze odpowiadam – jestem Unia Pracy. A Kościół? Ostatnio prowadziłam festyn elżbietański dla sióstr zakonnych z Miłkowa i nie było żadnego problemu. Jestem dumna z tego, że pomogłam im, zebraliśmy dużo pieniędzy. Chociaż one znają moje poglądy, wiedzą kim jestem. Próbują mnie przekonywać do siebie a ja na to: siostry, mamy określona robotę i róbmy ją. I na tym koniec. One znają mnie z pracy, od początku, od podstaw. Choć owszem, miałam ostry zatarg z jednym z księży. Zaczął do mnie startować z różnymi tekstami, publicznie. Więc mu powiedziałam, że jest karciarzem i dziwkarzem. Bo taka jest  rzeczywistość. Wszyscy to wiedzą.
- Czyli polityka to jedna rzecz, a normalne życie ludzi – to druga.
- No pewnie. W Unii Pracy to wiemy. Jesteśmy z ludźmi, to słyszymy co mówią. Tak zresztą planujemy przedstawiać UP na spotkaniach z okazji jej 25-lecia. Będziemy pokazywać naszą działalność na rzecz ludzi potrzebujących, ludzi pracy. Na Dolnym Śląsku na wrzesień szykujemy dużą prezentację. Także programową. Bo to że banki trzeba opodatkować – mówiliśmy już bardzo dawno temu. To że żądamy, żeby pracownicy godnie pracowali i ich czas pracy był honorowany, to chyba też nic dziwnego, od dawna o to walczymy. Choć to się wielu nie podoba. Walczymy też o godną płacę, każdy pracownik powinien mieć 2 tys. na rękę, żeby żyć godnie, nie biedować…. 500 plus jest spóźnione, o tym dawno mówiłam, że należało rodzinom pomoc, dać pieniądze na dzieci. Choć mądrzej. Żeby nie było tak jak u nas, że nagle zabrakło rąk do pracy. I wszędzie słyszę ukraiński i rosyjski.
- Jest o czym debatować..
- W grudniu organizujemy kongres – i wszystko to, i inne rzeczy pan tam usłyszy.